Reklama:





Zapraszamy:





Krew





Tam w mieście, w Warszawie byłam taka pochłonięta życiem, balami, zabawą... a panu nieraz było bardzo przykro — prawda?...
Mnie bo bal, taniec, przytomność niemal odbiera — szaleję.,.
Ale tu będziemy się tylko sobą zajmowali — będziemy dużo, dużo mówili, czytali - pan będzie pisał i przeczyta mi zawsze wszystko, dobrze? Nie słyszał.
— Dobrze? Milczenie.
Zniecierpliwiła się i krzyknęła już na cały głos:
— Panie Czesławie!
— Panno Zofjo?
Pan jest niemożliwy... mówię do pana, jak do drzewa...
— I ja, pani, mówiłem w duchu do tych drzew..
— To grzecznie! Skoro panu milsza rozmowa z drzewami niż ze mną — idę sobie...
— Przepraszam, ale do mnie w dzieciństwie jeszcze takie lipy... takie kochane, a dziś bardzo dalekie lipy, nieraz gadały i zamyśliłem się. — Już nie będę.
Spojrzała na niego długo, z pod rzęs, zmęczonemi gorącem oczyma, a po twarzy przebiegł falą cień rumieńca...
— Wie pan — rzekła po chwili — my się nigdy w życiu nie zrozumiemy, bo pan jest dramatem, a ja operetką...
— To nic... nawet na dnie farsy jest smutek, bo smutek to życie...
Naprzykład te lipy, ten park, słońce, swoboda, nieprawdaż? Blask szczęścia i cieszy się pani życiem, a ja...
— No, cóż pan? Pan powinien tak samo...
— Ja wiem, że przyjdzie jesień chłodna, dżdżysta, ujrzę nagie szkielety tych drzew, drogę przykryje gruba warstwa umarłych liści, a ja przyjdę tu może, o tej samej porze,
pożegnać te lipy — ale prawdopodobnie już sam... Może na zawsze pożegnać...
— I pocóż to o tem teraz myśleć?
— Bo sama mię pani nazwała dramatem...
— Trochę melodramat nawet w tej chwili... Powiedziała to, niby na przekór, ale głos
jej stracił dźwięk i oczy przygasły.
A on już sobie wyrzucał w myśli:
— Poco ja właściwie tego dzieciaka, tę wiochnę smucę — stary bałwan?


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 Nastepna>>